To oczywiste, że bez mojego syna jesteś nikim — oświadczyła mi teściowa, mimo że wszystko, co osiągnęłam w życiu, zawdzięczam wyłącznie sobie.

— A więc, synowo, porozmawiajmy szczerze — Marie Laurent odstawiła filiżankę na stół i uważnie spojrzała na Annę. — Doskonale rozumiesz, że bez mojego syna nic nie znaczysz. Myślisz, że nie zauważyłam, jak zdobyłaś to stanowisko?

Anna poczuła, jak twarz oblewa ją gorąco. Osiem lat ciężkiej pracy, dziesiątki udanych projektów, nieprzespane noce nad raportami — wszystko to teściowa przekreśliła jednym zdaniem.

— Marie, przecież pani wie, że ja…

— Co wiem? — przerwała jej. — Wiem, że mój syn pracował w tej firmie pięć lat. I nagle jego żona zostaje kierowniczką działu? Nie rozśmieszaj mnie. Po prostu dobrze się ustawiłaś dzięki mojemu synowi.

 

Za oknem mżył drobny deszcz. Anna odruchowo wygładziła rękaw bluzki — nawyk z dzieciństwa, gdy się denerwowała.

— Zajęłam to stanowisko, ponieważ…

— Ponieważ wyszłaś za mojego syna, Lucasa! — ponownie jej przerwała. — Myślisz, że nie pamiętam, jak kręciłaś się wokół niego na firmowej imprezie cztery lata temu? Zwyczajna dziewczyna z prostej rodziny — i nagle taka kariera!

 

Anna wzięła głęboki oddech. Doskonale pamiętała tamtą imprezę. Lucas dopiero zaczynał pracę w firmie, a ona była już starszym specjalistą. To ona pomagała mu odnaleźć się w projektach, tłumaczyła szczegóły pracy. I zakochała się — w jego uśmiechu, zaangażowaniu, szczerym pragnieniu rozwoju.

— Pracuję w firmie dłużej niż Lucas. Mam większe doświadczenie, przeszłam wszystkie szczeble…

— Och, kochana — Marie machnęła ręką z udawanym zmęczeniem — możesz nie ciągnąć dalej. Jestem w biznesie od trzydziestu lat i doskonale wiem, jak buduje się takie kariery. Mój syn to obiecujący specjalista, a ty… — spojrzała na Annę. — Ty po prostu znalazłaś się we właściwym miejscu we właściwym czasie.

*

W przedpokoju kliknął zamek — Lucas wrócił do domu. Anna wstała od stołu.

— Wie pani co, Marie… — zaczęła, ale teściowa już ruszyła w stronę korytarza.

— Lucas! Synku! Rozmawiałyśmy tu z twoją żoną o pracy.

— Mamo, co się stało? — Lucas przenosił wzrok z matki na żonę.

— Nic szczególnego — uśmiechnęła się. — Po prostu omawiałyśmy niespodziewany awans Anny.

 

— Lucas — Anna starała się mówić spokojnie — twoja mama jest przekonana, że dostałam to stanowisko tylko dzięki tobie.

— Mamo, rozmawialiśmy już o tym — Lucas zdjął marynarkę. — Anna naprawdę zasłużyła na awans.

— Oczywiście, oczywiście — odpowiedziała łagodnie matka. — Po prostu martwi mnie to, że teraz będziesz podwładnym własnej żony. Czy to jest w porządku?

— W porządku jest to, że liderem zostaje osoba z większym doświadczeniem — powiedział stanowczo Lucas.

*

Anna stała pośrodku pokoju, czując, jak wszystko w niej drży, jak po silnym uderzeniu. Lucas milczał zbyt długo, a to milczenie bolało bardziej niż jakiekolwiek słowa.

 

— Niczego nie zapomnę — powiedziała w końcu cicho, lecz stanowczo. — Ani swojej pracy, ani tego, co twoja matka właśnie powiedziała. I wiesz, co jest najgorsze? Słyszałeś wszystko… i wciąż się wahasz.

 

Lucas gwałtownie podniósł wzrok.

— Nie waham się — odparł zmęczonym głosem. — Po prostu… to moja matka.

 

— A ja jestem twoją żoną — Anna podeszła bliżej. — I dziś próbowała mnie wymazać jako osobę. Przy tobie.

 

Przeciągnął dłonią po twarzy.

— Masz rację — westchnął. — Powinienem był ją zatrzymać wcześniej. Przepraszam.

 

Tydzień później biuro tętniło życiem. Nadszedł dzień prezentacji. Anna po raz ostatni sprawdzała slajdy. Ręce miała zimne, ale myśli jasne. Znała projekt w najmniejszych szczegółach.

 

Lucas wszedł do sali.

— Gotowa?

— Tak.

— Ja też. I dziś będę po twojej stronie. Otwarcie.

 

Prezentacja była napięta, lecz perfekcyjna. Anna mówiła pewnie. Gdy przyszła kolej na Lucasa, wyraźnie podkreślił, że projekt był realizowany pod jej kierownictwem.

 

To zostało zauważone.

 

Po spotkaniu dyrektor generalny zatrzymał Annę.

— Świetna robota. Presja była ogromna, a pani doskonale sobie poradziła.

*

Wieczorem zadzwonił telefon. Na ekranie: Marie. Anna spojrzała na Lucasa. Skinął głową.

 

— Słucham.

— Widziałam nagranie prezentacji — powiedziała teściowa spokojnym głosem. — Zachowałaś się z godnością.

 

— To wszystko?

— Nie jestem przyzwyczajona do pomyłek — odpowiedziała po chwili. — Ale tym razem… pomyliłam się.

 

Anna zakończyła rozmowę.

— To było niespodziewane — powiedział Lucas.

— To było wystarczające — odpowiedziała.

Po raz pierwszy od dawna Anna uśmiechnęła się spokojnie. Obroniła siebie. I to było najważniejsze.